Zombie idzie przez park – Z Nation!

Czołgiem!

Pan jesień idzie przez park i… jest zombie! Rudy, zgniły i dziwnie słodko śmierdzi. Przyniósł kasztany, specyficzny klimat „Dziadów” i nowy program TV. Zapraszam do cyklu wpisów Zombie idzie przez park, w których opowiem Wam trochę o serialach zombie z tej jesieni. Prezentuję Wam tytuły, które wciąż są na antenie, lub które niedługo będą miały premierę nowych sezonów.

Uwaga – notka zawiera spoilery poprzedniego sezonu Z Nation oraz The Walking Dead.

Jeżeli ominęła Was premiera drugiego sezonu, przypominam – tydzień temu do amerykańskiej telewizji wrócił serial Z Nation. To jeden z lepszych seriali zombie ostatnich kilku sezonów. Dlaczego? Po sinusoidzie ekscytacji związanej z kolejnymi sezonami The Walking Dead, fani stawali się coraz bardziej sfrustrowani. Zmiana konwencji serialu, w którym zombie zaczęły mocno ustępować pola konfliktom z kolejnymi grupami ocalałych rednecków, zaczęła męczyć. Można powiedzieć, że zaczęła się nawet wyczerpywać. A szkoda, bo twórcy serialu powinni wziąć pod uwagę kanon. Choć serial stara się trzymać komiksu, to idzie mu to opacznie – psychoza Ricka została przeniesiona na srebrny ekran bez większego pomyślunku i zamiast wprowadzać grozę (jak w komiksie), irytowała. Zombie stały się tłem, a nie realnym zagrożeniem. Poza tym, wszystko było tak śmiertelnie poważne, przez co serial zaczął zahaczać o śmieszność.

Pierwszy sezon Z Nation był świetną odpowiedzią na bolączki fanów serii AMC, którzy potrzebowali rozładowania napięcia. Po emocjonujących końcówkach TWD dostawali kolejne miałkie odcinki z kolejnymi emocjonującymi końcówkami. To irytowało, mocno. Z Nation było inne – szczera, czarna komedia, gdzie bohaterowie tworzą całkiem wesołą bandę. I wcale nie zrobią wszystkiego, by kurczowo trzymać się innych ludzi. W końcu moje przetrwanie jest ważniejsze, niż przetrwanie grupy.

Z Nation to jeden z tych niewielu seriali postapo, gdzie nastolatki myślą, kobiety też potrafią przywalić kijem (trafiając w cel) i obsługiwać broń, a faceci są dobrze skonstruowanymi bohaterami. Fabuła to typowa powieść drogi – grupka wcześniej nieznanych sobie ludzi stara się dowieźć jedynego odpornego na wirus zombie człowieka do laboratorium, w którym z jego krwi można stworzyć szczepionkę. Jakkolwiek nie jest to bardzo zaskakujący plot, to jednak w końcu pojawił się bohater odporny na wirus (co dla mnie jest statystycznie naturalne). Świetnym rozegraniem jest śmierć jednego z głównych bohaterów w sezonie pierwszym (nie zdradzę, kogo), która zaskakuje, wydaje się być niepotrzebna i przez emocjonalnie związuje widza z pozostałymi bohaterami.

Pierwszy sezon zakończył się z epickim hukiem – niestety, pierwszy odcinek sezonu drugiego już nie ma tej siły, a sezon chyba zaczął zmierzać w kierunku utarczek z ocalałymi. Poza tym, scenarzysta skupił się na postaci Murphy’ego,* który choć jest świetnie zagrany, to jednak irytuje jako główny bohater. Oprócz tego, żyje najbardziej irytujący bohater serialu – Obywatel Z. Wszyscy czekają jego śmierci niczym fani TWD czekali na śmierć Lori. To trochę jednoczy [fandom].

Polecam szczególnie pierwszy sezon na jesienną słotę. Drugi może nie satysfakcjonuje pierwszym odcinkiem, ale nie będę go na razie skreślać. Jeżeli i Wam niekoniecznie spodobał się pierwszy epizod sezonu drugiego, też zapewne będziecie go dalej oglądać – ze względu na bohaterów, których zdążyliście polubić, i którym kibicujecie. No i poniekąd dlatego, że wszyscy czekają na śmierć Obywatela Z.

Ave!

*Odporny na wirus, który potrafi sterować zombie telepatycznie