Żegnajcie, Parking Bar i Level up!

Czołem!

Czy można levelować… w dół? Dwa imprezowe miejsca na mapie Warszawy właśnie spadły z najwyższych list rankingowych do levelu Begginer. Dajcie znać, jak się ogarną i znowu zaczną traktować klientów z szacunkiem. Może jeszcze kiedyś do nich wrócę na jedno piwo. Tymczasem przenoszę swoje imprezy i swój portfel do innych pubów dla nerdów. Żegnajcie, Level up i Parking Bar.

Czym nagrabiły sobie te dwa lokale? Brakiem szacunku do klienta. Myślałam, że nic nie przebije chamstwa Parking Baru, kiedy to  pracownicy kazali czekać autorowi i fanom ponad godzinę pod drzwiami. Mimo uzgodnionego terminu z obsługą i właścicielem, obrażonym tonem poinformowano nas, że organizowanie eventu z klubem nie miało miejsca. Zamiast przeprosić, szybko zamieść lokal i wpuścić tłum, obrażono się na gości, że śmią wytykać barowi błędy.

Ten poziom buty i buractwa przebił… ponownie Parking Bar, zmieniając ustaloną datę eventu „Zaparkuj w Zonie” (już trzecią edycję) z soboty 18 października na… niedzielę! Oczywiście, postawili organizatorów przed faktem dokonanym, już po stworzeniu wszystkich materiałów marketingowych i ogłoszeniu imprezy. Na miejscu organizatora, czyli Fabryki Słów, pożegnałabym się z tym lokalem na zawsze i już nigdy nie dała im zarobić, organizując premierę literacką w tym barze.

Tak, po tych nieprzyjemnych sytuacjach myślałam, że chociaż ze strony mojego ukochanego Level upu nie spotka mnie żaden zawód. Mimo tragicznych cen alkoholu nie raz zorganizowałam tam imprezę! Tymczasem wczoraj Level up nie tylko zgubił rezerwację, ale jeszcze próbował się nas pozbyć w bardzo nieprzyjemny sposób! Przy odbieraniu rezerwacji okazało się, że … nie została uwzględniona, ponieważ została dogadana przez Facebooka. Rezerwacja, która została potwierdzona przez lokal, ostatecznie nie zozstała wzięta pod uwagę. Pracownik, który obsługiwał nas przy wejściu, w bardzo chamskim tonie zaczął nam wmawiać, że to my popełniliśmy błąd, nie dzwoniąc po uzgodnieniu już rezerwacji (mimo że wcześniej zorganizowaliśmy w ten sposób przynajmniej dwa inne psotkania). Na pytanie mojego chłopaka, czemu w takim razie nie poinformowano go, aby potwierdzić telefonicznie rezerwację – pracownik odpowiedział tylko obrażonym tonem „uwzględnimy to i następnym razem już będziemy prosić o takie potwierdzenie”.

– No ale w takim razie co z naszą rezerwacją?

– Nie mam już miejsc, wszystko jest zajęte.

– Ale ja dostałem POTWIERDZENIE rezerwacji, mam zaproszonych piętnastu gości!

– Ewentualnie mogę dać wam ogródek, ale jest zimno.

Typ powiedział to w taki sposób, jakby specjalnie dla nas ten ogródek musiał otwierać – potem okazało się, że to regularna sala pod gołym niebem z tabletami do zamawiania drinków i wygodnymi sofami.

– No skoro nie ma innego wyjścia, to weźmiemy ogródek.

– Nie no, jest inne wyjście – powiedział typ sprzed kasy pobłażliwie, zezując w stronę drzwi wyjściowych.

– Chyba w takim razie należy się jakiś szampan urodzinowy w ramach przeprosin – rzuciła nasza koleżanka, żeby rozluzować napiętą atmosferę.

Szampana, zniżki ani przeprosin nie było. Było za to chamstwo i buractwo obsługi, która nawet nie raczyła nas zaprosić do środka, kiedy inne sale zaczęły pustoszeć. Jak się okazało, z tych wszystkich „zajętych miejsc” nie była zajęta nawet połowa klubu. O 23:00 jedynymi gośćmi byliśmy my i sąsiednia imprezka jakichś hipsterów przy Mortal Kombat. Level up pięknie spieprzył mojemu chłopakowi urodziny, wyganiając gości na zimny ogródek. Wcześniej uzgodnił z  klubem, że będzie mógł  u barmana ustalić jakąś zniżkę na pierwszą kolejkę szotów dla gości. Oczywiście, żadnej zniżki nie było.

Mówiąc o ujemnym levelowaniu, nie mam na myśli zwyczajnego pogorszenia jakości usług, ale mentalne cofnięcie właścicieli lokali do  krainy PRL – u. Chrzczą piwo, czyli de facto oszukują klienta? Ciesz się, kliencie, że w ogóle sprzedają piwo. Przecież mogliby nie sprzedać. A jak ci coś nie pasuje, to drepcz do konkurencji. Ustalają z tobą event, a potem udają oburzonych i wyrzucają za drzwi, bo pracownik nie zapisał Twojej rezerwacji loży? Jak ten klient śmie protestować? Przecież to jego wina, powinien potwierdzić termin telefon na miesiąc, na tydzień, na dzień i na godzinę przed imprezą. Tu nie Zachód, gdzie jak dogadasz termin raz, to już jest ustalone. O nie, w Polsce trzeba kilka razy potwierdzać, czy łaskawy klub łaskawie udostępni miejsca siedzące. To jak z wpuszczaniem do sklepu z zakupami z innego. Sounds like Poland.

Takie odnoszenie się do klienta jest w naszym kraju na porządku dziennym. Dlaczego?! Namawiam Was, żebyście nie zostawiali swoich pieniędzy we wszystkich barach, które robią klientom łaskę, że naleją piwa do szklanki, przy okazji sprzedając je trzykrotnie a nawet czterokrotnie drożej niż market. I nie mówię tu tylko o tych dwóch miejscach, które zalazły mi za skórę. Po prostu skończmy z chamstwem i buractwem. Lokale, które traktują klientów jak zło konieczne, powinny upaść z hukiem.

Szukacie dobrej pijalni piwa? Nie idźcie do Parking Baru. Szukacie fajnego lokalu dla gamerów? Jest jeszcze Pad Bar. Uciekajcie do konkurencji, nim obsługa nie obrazi się na was, że mieliście czelność przyjść do klubu. Bo klient to najgorsze, co może się trafić.