Sława im! Reportaż z Igrzysk Ognia i Stali

Czołem, Czytelnicy!
Właśnie rozpoczął się drugi dzień Igrzysk Ognia i Stali w Forcie Bema, na który bardzo serdecznie chciałabym zaprosić wszystkich Warszawiaków, słoików, wasali i okolicznych kmiotów! Jeżeli nie zamierzacie iść, to wiedzcie, że tracicie bardzo dużo.

Bilety możecie kupować w kasach przed wejściem na imprezę. Ci, którzy kupili wczoraj karnety na dwa pełne dni – gratuluję mózgu, mi go zabrakło. Karnety (również dla rodzin) opłacają się świetnie i żałuję, że nie kupiłam od razu podwójnej wejściówki. Przy okazji, osoby do 18. roku życia mają 50% zniżki, więc wszystkich nerdów, fantastów, gotów, metali, geeków, gimbazę, maturzystów i całą resztę zapraszam tym bardziej! Jesteście nerdowską dumą i fantastycznym narybkiem, Was zabraknąć nie może!

Przy okazji zapraszam do przeczytania tejże notki, traktującej o minionym już Pierwszym Dniu Igrzysk. Wszystkie foto, które znajdziecie w reportażu, zrobione zostały własnoręcznie przeze mnie, smartfonem LG L5. Sprzęt jak sprzęt, lepszego póki co nie mam – starałam się wycisnąć z niego ile się da. Nie wszystkie zdjęcia niestety wyszły ciekawie, więc prezentuję Wam wybrane najlepsze spośród galerii. Skromnie przy tym proszę – jeżeli już macie zamiar je kopiować, udostępniać, rozsyłać, proszę o podawanie zawsze linku do bloga i informacji o autorze zdjęć. W końcu wydałam te 20 zł na wstęp, blog jest niekomercyjny – więc trochę solidarności z biednymi (póki co) studentami 😉


Igrzyska Ognia i Stali  – polskie mistrzostwa w walkach rycerskich – możemy odbierać na różne sposoby. Dla mieszkańców Bemowa i Żoliborza może to być po prostu kolejna impreza w okolicy. Dla miłośników historii może to być kolejny plastykowy festyn. Dla normalnego studenta to żadna frajda, bo piwo drogie. Jednak czym są te Igrzyska naprawdę?
Odrzućmy na chwilę wszelkie złośliwe komentarze – nie ważne, czy te w stylu ,,pedalskich zbroi”, ,,nerdów w puszkach” czy ,,napalonych pryszczatych gotek”. Igrzyska to przede wszystkim piękny i pełen emocji sport. To nie piłka nożna, gdzie największe gwiazdy słaniają się na murawie symulując kontuzję. To nie MMA i cała reszta tałatajstwa, gdzie zapaśnicy wtłoczeni w przyciasne trykoty próbują udowodnić swoją męskość poprzez jej zaprzeczanie. Nie, Igrzyska Ognia i Stali to kocioł. Kocioł hormonów, emocji, potu i krwi.

Osobiście moim ulubionym stereotypem dotyczącym Igrzysk jest ,,bo guziki są nie z epoki!”. Zaskakujące, że przoduje tutaj współczesne młode pokolenie – jak nie pełne pseudo buntu rodem z twórczości My Chemical Romace, to cynizmu okraszonego garstką filozofii Schopenhauera, którą znają tylko ze słyszenia. Na Igrzyskach nie znajdziesz za wielu zapaleńców – oprócz tych po drugiej stronie pola. Mit igrzysk dopiero zaczyna się budować, ludzie dopiero odkrywają piękno tego pełnego honoru sportu. Również osoby zajmujące się rekonstrukcją, płatnerze i kowale, rycerze i giermkowie – tak naprawdę wciąż się uczą. Igrzyska to nie rekonstrukcja – tutaj wybieramy najlepsze elementy z epoki, łączymy je w całość tak, aby powstał idealny set zbroja+broń dla naszych potrzeb i warunków. W bitwie liczy się kurz, walka – nie, czy zbroja jest z drugiej połowy XV wieku czy o sto lat wcześniejsza. Oczywiście, aby wszyscy mieli równe szanse, są pewne ograniczenia i nakazy – jak to w sporcie. Lecz póki co, pamiętajmy że to bardzo drogi sport – przede wszystkim dla zawodników – i nie czepiajmy się ciżemki, guzika czy kolczugi. Do wszystkiego trzeba dojść małymi krokami, zwłaszcza w polskich realiach.

Póki co, walki tak nie emocjonują jak sport tradycyjny – publiczność liczy na pchnięcia, rany cięte, krew i łzy. Igrzyska dopiero budują swoją historię i szukają odbiorców. Grupa fanów nie jest jeszcze tak liczna, ale ci, którzy już pokochali ten sport, są ludźmi niezwykłymi. Przesyceni głównie piłkarskim teatrzykiem, zapominamy że istnieje coś takiego jak zasady walki, dzięki którym póki co trup nie ściele ubitej ziemi. Problemem współczesnego świata sportu jest to, że chcemy więcej i więcej – coraz rzadziej interesuje nas historia, wysiłek jaki sportowiec wkłada w zawody. Liczą się tylko jeszcze bardziej spektakularne wyniki, osiągane już najczęściej tylko za pomocą dopingu, jeszcze więcej krwi – a jak się zdarzy jakiś trup, tym milsze nam są wszelkie zawody. Po prostu, człowiek oczekuje igrzysk. A Igrzyska Ognia i Stali to piękny kompromis pomiędzy tymi dwoma światami – kompromis pomiędzy potrzebą honorowej walki wedle zasad a oczekiwaniem ogromnych emocji i barbarzyńskich, krwawych zawodów.

 

 

Wczorajsze zawody odbywały się w następującej kolejności – najpierw walki 1 na 1, potem w szranki stanęły naprzeciwko siebie piątki. Największe emocje, czyli walki konne i moje ulubione 21 na 21, odbędą się dzisiaj między 13:00 a 18:00.
Organizatorzy pierwszych Igrzysk Ognia i Stali wprowadzają nową zasadę w walkach 21 na 21 – otóż dwudziesta pierwsza osoba będzie posiadała status króla. Team obalający króla przeciwnika bezsprzecznie wygrywa pojedynek. Oznacza to jeszcze więcej taktyki, jeszcze więcej emocji i jeszcze groźniejsze starcia.
Zawody z 22. czerwca odbyły się pod znakiem walk piątkami. Niezwykłe emocje panowały podczas walk zespołów wystawionych przez warszawskie kluby. Pozytywnym bohaterem zawodów był zespół ,,Sierotek” i zawodnik hiszpański, Martin, który został pasowany na rycerza. Podczas jednej z bitw Martin ustąpił walki, widząc że w drużynie przeciwnika jeden z zawodników ustępuje z powodu kontuzji. Nie było to jedyne honorowe zagranie podczas tego dnia.

 

 

Jeżeli nie interesują Was walki, ale chcecie spędzić miło czas – z rodziną czy sympatią – na Igrzyskach stało mnóstwo klimatycznych kramików. Pasjonaci historii oblegali stanowisko z literaturą historyczną – przyznam, że znalazłam tam sporo smaczków wydawniczych, m.in. pozycję o bałtyckich średniowiecznych militariach. Rodziny z dziećmi dwoiły się i troiły, żeby obejrzeć wszystkie kramy z cudownymi, tradycyjnymi zabawkami (niestety, drewnianego kiczu dla pięciolatków też się trochę znalazło). Dziewczątka mogły powróżyć sobie z run (ja się bałam, w kontekście moich ostatnich przeżyć chyba nie chcę znać przyszłości 😛 ), maruderzy okupowali stanowiska z piwem, a damy wojów w przerwach kupowały wzorowane na historycznych guzy, biżuterię, materiały i odzież. Były oczywiście kramy z najważniejszym sprzętem dla współczesnego rycerza – uzbrojeniem i…
…mydłem.

Wspomniane już runy:

W kramach znalazłam też miły naszym sercom wątek post apokaliptyczny.

Fani ,,Wiedźmina” mogli też zaopatrzyć się w stosowne artefakty. Pamiętacie serialowe ,,gul gul” Geralta? 😉

Coś dla fanów designu:

 

Wracając do zawodów – panowała braterska, honorowa atmosfera. Zawodnicy pomagali sobie w naprawie i zakładaniu sprzętu. Nie raz zdarzyła się sytuacja, że podczas walki naramienniki latały w powietrzu. Domyślam się też, że po wczorajszych zawodach kilka hełmów już nie będzie nadawało się do użytku, a przynajmniej potrzebne będzie usunięcie wielu wgnieceń.

Niestety, spotkałam tylko jedną kobietę – rycerza. W bitwie jednak nie mogłam się jej dopatrzyć – może zobaczycie ją w szrankach 21 vs. 21? Za to mężczyznom towarzyszyła prawdziwa świta – kobiety w strojach z epoki pomagały wiązać rzemienie i podawały wodę. Niektórym z zawodników było tak gorąco, że wlewali ją sobie za kołnierze. Trzeba przyznać, ze przy trzydziestostopniowym upale było już bardzo ciężko, zwłaszcza grupom walczącym pomiędzy 15:00 a 17:00, kiedy wszyscy byli już bardzo zmęczeni. Większość zawodników nosiła grube pikowane kurty pod zbroją, posiłkując się termoaktywną bielizną – jednak w czerwcowym słońcu nadal była to okrutna mordęga.

Kiedy damy wspierały swoich wojów jak mogły, kmiecie zbijali bąki i unikali dziesięciny 😉

Rycerze walczący w 5 na 5 ,,umierają”, kiedy przeciwnik obali ich na ziemię. Nie raz zachodziła sytuacja krytyczna, kiedy to zostawał ostatni zawodnik z drużyny na przeciw dwóm lub trzem przeciwnikom. Honor nie pozwalał poddawać się do końca, natomiast żelazny uścisk trzech podobnych czołgom zawodników na pewno nie należał do najprzyjemniejszych doświadczeń.

Pomiędzy bitwami należał się również relaks, mimo że niektórzy zawodnicy stawali w szrankach co kwadrans.

A jeżeli czyjaś zbroja nie dała rady na miejscu tandem płatnerza i kowala pomagał załatwić problem ,,od ręki”.

Igrzyska Ognia i Stali – cudowna rzecz. Przeżycie dla fanów sportu, do których mam odwagę się zaliczać. Przeżycie dla zawodników, którzy przekraczają codziennie ludzkie możliwości – nie tylko fizyczne, ale także psychiczne. Walka 1 vs 1 to największe wyzwanie, o czym przekonywał ,,Czerwony Rycerz” (Kuba, w charakterystycznej zbroi) wręcz kpiąc sobie z mniej doświadczonego zawodnika podczas pojedynku. Pokonany przeciwnik schodził z pola pełen wstydu – do momentu, w którym to zobaczyłam, nie myślałam że zbroją można tak wyrażać uczucia 😉
Walka 5 na 5 to próba przyjaźni. Piątka zawodników, którzy znają się jak przysłowiowe łyse konie, wiedząc o swoich wadach, zaletach, możliwościach na polu. W walce piątkami łatwo potem o wzajemne oskarżenia czy pretensje. Taka walka to próba honoru.
Walki 21 na 21 to ogromne emocje, siła, zaangażowanie i umysł. Strategie opracowywane przed bitwą często nie mają już zastosowania na polu – pokazuje to zmysł przywódczy króla, umiejętność podporządkowania się innych zawodników. Niemniej jednak, największą presję dla zawodnika znajduję w 1v1 i 5v5.
Mam nadzieję, że w przyszłym roku Igrzyska też odbędą się na Bemowie. Bo na Bitwę Narodów przyjdę, jak zawsze. Tymczasem, Igrzyska znalazły we mnie kolejnego wiernego fana.
Na koniec, takie tam, z rycerzowania:

Ave!