Postapo w kosmosie! Głębia – Skokowiec Marcina Podlewskiego

Czołem!

Jakiś rok temu pracowałam nad pewnym postapokaliptycznym projektem literackim. Zaangażowało się w niego wiele osób, a ja – dzięki temu – poznałam sporo znakomitych pisarzy, nie tylko postapokalipsy. Tak poznałam m.in. Macieja Kaźmierczaka, którego książce „Zwierzyna” mam przyjemność patronować. Artura Olchowego (a może znaliśmy się już wcześniej, Artur?), który wg mnie będzie niedługo na szczycie literatury fantastycznej w Polsce. Tak również poznałam Marcina Podlewskiego – niemal od razu połączyła nas „branżowa przyjaźń”.

Co to za typ?

Marcin Podlewski to nie pisarz z ulicy. To autor, który potrzebował długiej przerwy, aby wrócić do pisania. Zaczął z rozmachem, bo jego powieść „Happy end”* może być jedną z najlepszych książek, jakie przeczytacie. Kiedy Marcin został nominowany do Nagrody im. Zajdla za świetne opowiadanie „Edmund po drugiej stronie lustra” wiedziałam, że trzeba już tylko czekać na „coś więcej”. I doczekałam się 🙂

 

 

Pierwsza część trylogii „Głębia” – „Skokowiec”, miała swoją premierę 16 września. Nagranie z premiery możecie obejrzeć na YouTube.

https://youtu.be/jJv0IVtry8A

Czy znajdziemy postapo w Skokowcu?

Doszukiwanie się na siłę postapokalipsy w większości nowości ostatnich trzech lat zaczęło bardzo męczyć czytelników. Może dlatego Fabryka Słów zrezygnowała z pierwotnego hasła reklamowego – „Witaj w nowym wymiarze postapokalipsy” – hasła, które irytowało nowych czytelników, ale które paradoksalnie nie było kłamstwem.

W „Skokowcu” nasza Galaktyka jest naprawdę czystą postapokalipsą. Po ciągu wyniszczających wojen pozostało wiele nieprzyjaznych do zamieszkania miejsc (np. Tester), a w tej części kosmosu życie praktycznie wymarło. Ba, Droga Mleczna straciła swą pierwotną nazwę na rzecz „Wypalonej galaktyki”**. Przetrwała jedynie ludzkość – co dla żółtodzioba może się wydawać żadną apokalipsą. Jednak w świecie z „Głębi” ludzkość odkryła i badała wiele gatunków (ras?) kosmitów. Nie byliśmy sami we wszechświecie. Ba! Wszechświat okazał się być mocno zatłoczony.

Wojna Kseno i Wojna Maszynowa zmiotły praktycznie całe życie Układu Słonecznego z powierzchni… no dobra, z odmętów kosmosu. Pozostała garstka gatunku ludzkiego, wyniszczając lub skazując na wygnanie wszystkie inne inteligentne rasy. To tak, jakby na Ziemi zginęły wszystkie zwierzęta i zostały same małpy… if u know, what I mean.

Space opera

W „Głębi” mamy dramatyczną historię z przeszłości (Myrton Grunwald), bohatera z tajemnicą (znowu Grunwald), porzucone dziedzictwo (można tak rzec o Ziemi i Układzie Słonecznym), rozkminę filozoficzną (transformacje człowieka na poziomie biologicznym) oraz, przede wszystkim, strzelanie, wybuchy i pościgi.

„Skokowiec” to praktycznie jeden długi pościg, co na pewno przypadnie do gustu wszystkim fanom popkultury. Co prawda na początku fabuła toczy się z wolna, jednak wydarzenia nabierają rozpędu jeszcze w I części (tom 1 podzielony jest na 3 części). Pamiętajmy, że jest to wstęp do większej całości (trylogii). Fani super – lekkiej rozrywki, drukowanej na napompowanym papierze dodającym książce objętości, nie będą zachwyceni takim rozwojem spraw.

Oczywiście mamy też wianuszek rozmaitych kobiet i całą masę dopracowanych bohaterów – o których mogłabym naprawdę sporo napisać. Dlatego chyba pominę ten wątek, mówiąc jedynie JEST DOBRZE, a rozwinę się w kolejnym tekście 🙂

Technikalia? Kto nie da rady, ten trąba!

Ostrzegam Was – tę książkę się CZYTA. Nie ma możliwości tylko pobieżnie jej przejrzeć, jak robi wielu recenzentów. Ja czytałam „Skokowca” głównie w autobusie „z” i „do” pracy i przyznam się Wam szczerze, że gdy umknął mi jeden ważny element, cała fabularna układanka się rozsypała. Na szczęście miałam pod ręką Autora, który szybko wyjaśnił mi, co mi uciekło 🙂

Są dwa elementy „Skokowca”, które mogą odstraszyć niektórych czytelników. Po pierwsze, grubość książki. Pierwszy tytuł serii to naprawdę spore tomiszcze, któremu mniej zaprawieni w bojach mogą nie dać rady. Po drugie, jest to naprawdę solidnie przygotowane science fiction. Ilość technikaliów, pojęć z zakresu fizyki czy opis technik i narzędzi sterowania statkiem (astrolokacja <3) jest spora – dla nie wprawionych w bojach może być przytłaczająca.

Podsumowanie

Podlewski ma ważną umiejętność, bez której niemożliwe jest stworzenie długiej i wciąż atrakcyjnej fabuły – każdy z pomniejszych rozdziałów stanowi niemalże zamkniętą historię, która wciąga jak opowiadanie. Ciekawa intryga, mnogość wyrazistych bohaterów i świetne przygotowanie merytoryczne to ogromne plusy tej książki.

Polecam – Nerd Kobieta

Ave!

*Swoją drogą, ktoś mógłby wznowić ten tytuł.
** Jeżeli ktośmi teraz walnie „argumentem”, że jedna wypalona galaktyka to nie cały wypalony kosmos i to żadne postapo, to dramatycznie pacnę się w czoło.

2 thoughts on “Postapo w kosmosie! Głębia – Skokowiec Marcina Podlewskiego”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *