Jesteś w fandomie? Świetnie, zdałeś maturę z polskiego!

Czołem!

Od jakiegoś czasu rodził się w mojej głowie wpis dotyczący mojego udanego rządu dusz, czyt. odnośnie udanego przekonania kilku osób do czytania książek. Tymczasem nadeszła wiosna, zmyła przerwę majową zimnym deszczem a potem oblepiła mokrych po majówce młodych ludzi lekko przywiędłymi kwiatami kasztanów. Czyli matura. Jestem rocznikiem 1989, więc udało mi się ominąć obowiązkową maturę z matematyki. Tymczasem ME wprowadza kolejne chore zmiany – o których nie będę w tym momencie pisać. Chciałabym jednak skupić się na maturze z języka polskiego, która przed chwilą zmasakrowała licealistów. Albo zmasakrowała internet. W każdym razie…

[singlepic id=364 w=320 h=240 float=center]

Przeczytałam arkusz z matury podstawowej i wydał mi się banalnie prosty. Naprawdę, wystarczy znać najbanalniejsze pojęcia z przedmiotu i wykazać się myśleniem logicznym. Wypracowanie? Stan emocjonalny żołnierzy! Błagam! Cały fandom S.T.A.L.K.E.R.a (a głównie to ludzie młodzi) dostałby celujące! Wesele? Porównanie poglądów?! Żarty. To naprawdę była łatwa matura – jeżeli jej nie zdacie, to zacznijcie czytać książki. Zapewniam Was, że czytanie w zupełności wystarczy – grunt to wyrobić sobie nie tylko wiedzę o lekturze, ale (cholera!) myślenie logiczne.

W liceum czytałam wszystkie lektury – ale nie uważam, że z poczucia obowiązku. Po prostu uwielbiam czytać, a do dwudziestych urodzin żyłam w szale klasyki. Pożerałam “ciężkie”, jak mi się wtedy wydawało, książki – od Sienkiewicza do Grassa i Huellego. Były wyśmienitą odskocznią od fantastyki (w tym okresie polskie wydawnictwa zaczęły wypluwać na rynek coraz gorsze tytuły) czy horrorów (w trzeciej gimnazjum przyjaciółka podrzuciła mi Stephena Kinga i się zaczęło opętanie). W klasie maturalnej popadłam w obłęd – przerabialiśmy polski pozytywizm i każda lekcja była pełna wyśmiewania symboli. Zabawa równie przednia, co przy omawianiu romantyzmu – z tego miejsca pozdrawiam serdecznie Karolinę, teraz spełnioną mężatkę, bez której polskie lektury nie byłyby dla mnie tak epickie nawet w połowie.

Dziś przejrzałam listę lektur dla licealistów, obowiązującą na egzaminach w 2014. Na pierwszy rzut oka wydała mi się jakaś okrojona, ale potem postarałam się spojrzeć na nią okiem osoby nieczytającej (z reguły, z przekonania, whatever). Doszłam do wniosku, że tytułów naprawdę jest za dużo – i to takich, które w większości zniechęcą “nieczytających” do książek na resztę życia. “Szewcy”? “Cudzoziemka”? Nawet ja tego nienawidziłam…

Mimo to szczerze żałuję tych wszystkich biednych maturzystów, którzy lektur nie czytają. Nie wiecie, co was omija! Żółta kamizelka Wertera (i fakt, że idiota strzelić sobie w łeb nie umiał), pierwszy fandom literacki w Europie (cieszyli się po równo – grabarze i krawcy szyjący kolejne żółte kamizelki), depresje i schizofrenia Kordiana (i #tenmoment kiedy bez uprzedzenia spływa na chmurze z Mount Blanc. Serio?!), złamana sosna (nie wiem, czemu tak mnie bawiła), Izabela Łęcka (“ta głupia ci***a!”), najlepszy wiersz o trupach i flakach ever…

[singlepic id=363 w=320 h=240 float=center]

Jutro rozszerzony polski. Trzymam za Was kciuki! Obyście dostali Morsztyna i “Kordiana” 😉

Ave!