Mad Max – co musisz wiedzieć przed obejrzeniem Fury Road?

Czołgiem!

Wróciłam z kina o brzasku. Wschodzące słońce na czerwonym niebie było całkiem celną metaforą – coś dzieje się w filmie postapokaliptycznym, nadchodzi nowy dzień pełen niespodzianek. Tylko czy dobrych?

Podczas Enemefu w Multikinie zostały wyświetlone trzy filmy – “Mad Max”, “Wojownik szos” oraz “Fury Road”. Błogosławię marketingowcom za odpuszczenie sobie raczej nieudanego „Pod Kopułą Gromu”. Przed jakąkolwiek recenzją “Fury Road” musiałam zdać sobie sprawę z kilku rzeczy, zwłaszcza w kontekście kontynuacji (rebootu?) Mad Maxa. Dlatego podrzucam Wam kilka istotnych informacji, w kontekście których warto odczytywać premierę. Jeżeli nie oglądaliście I i II, przeczytajcie poniższe uwagi.

  1. Mad Max I to film z 1979 r. Jest spuścizną intrygującego i emocjonalnego kina postapokaliptycznego, takiego jak „Chłopiec i jego pies” (1975) czy „Dzień tryfidów” (1962). O ile widoczna jest już zmiana kierunku z kina problematycznego i niepokojącego do kina rozrywkowego, popularnego (np. brytyjski serial „Survivors” z lat 70’, który miał swój bardzo udany powrót w XXI w.), o tyle Mad Max to jeszcze poruszający film drogi. Ma pokazywać skomplikowanie bohaterów, realność ich uczuć (czasem przez przerysowanie, np. Goose, który choć karykaturalny, to jednak przekonuje) oraz uwikłanie w sytuację, która może skończyć się tylko źle (nieuchronność losu, każda akcja powoduje reakcję itd.).
  2. Wydarzenia w Mad Maxie są preludium do Wojownika Szos, tzn. W pierwszym filmie oglądamy jedynie przejawy zbliżającego się upadku ludzkości.
    Bezkarność gangów (scena w sądzie), rosnące szaleństwo (Kosa, Nocny Jeździec, Mały Johnny – to nie są normalni ludzie), strach przed wyjściem z domu (niemal każda samotna kobieta lub podróżująca z kimś we dwójkę zostaje w filmie napadnięta), rosnące ubóstwo (rząd ogranicza przydział nawet na szpitalna pomoc). To są sygnały zbliżającej się katastrofy.

    Kosa z Mad Max – czy nie wygląda jak bezdomny, roztrzepany kot?
  3. Max praktycznie nie występuje w „Wojowniku szos” – jest tylko makietą. To sceny, w których Max coś robi (pierwsze sceny filmu, poznanie lotnika, jazda ciężarówką) sprawiają, że ostatecznie ten film da się oglądać…
  4.  „Wojownik szos” (1981) to już blockbuster. Po sukcesie Mad Maxa w latach 70’ odświeżono koncepcję postapokaliptycznego kina drogi i stworzono film, który miał odnieść sukces kasowy. On miał być wizualny, a nie mądry. To czysta postapokalipsa – wymarły świat, brak surowców, wszechobecny „bród, smród i ubóstwo”. Film nie miał zamiaru odgrywać kina moralnego niepokoju (jak to było w przypadku jedynki).  I właśnie dlatego znalazło się w nim wiele elementów zakrawających o śmieszność, jak:
    –  stroje (większość gangsterów w ten czy inny sposób eksponuje pośladki)’
    – zachowanie gangsterów;
    – lord Humungus (to typowa karykatura);
    – seks. Seks w tym filmie występuje albo jako gwałty (na kobietach. Achtung, w Mad Max mieliśmy również gwałty na mężczyznach), albo jako dziwne wypadkowe ukrytych homoseksualnych i w dodatku fetyszystowskich pragnień reżysera…
    OK, śmieję się z tymi gejami i fetyszami, ale ilość ciuchów z odsłoniętymi pośladkami, skórzanych stringów (również nabijanych ćwiekami) i zbliżeń na męskie tyłki jest ogromna. Wiem, pewnie twórcy mieli zamiar tak pokazać szaleństwo… ale osobiście ubawiłam się z Millera podczas enemefu, choć mnóstwo zbliżeń tyłków w skórzanych motocyklowych spodniach z „Mad Maxa” przyjęłam bardzo pozytywnie. Wiecie, młody Gibson…  Podsumowując, Miller stanowczo miał fetysz męskich pośladków. Stanowczo 😀
  5. Elementy typowe dla Mad Maxa to także sposób kręcenia ujęć (powolne ujęcia na cierpiących bohaterów, którzy np wygrzebują się z wraków aut), cierpienie bohaterów (nie są niezniszczalni, mocno obrywają), rzucanie kłód pod nogi bohaterom, brak jednoznacznego happy endu. To także wyjątkowa muzyka z wykorzystaniem głównie bębnów i ostrych podkreśleń smyczkami – jest to naleciałość z lat 50. i 60. , ale ja bardzo lubię ten element produkcji. Mówiąc o starych filmach, rozgrywały się w nich dwie linie fabularne – historia wizualna oraz ta nakreślana przez soundtrack, który uwydatniał emocje bohaterów lub nieuchronność ich losu. To także konkretne rozwiązania kadrowe – efektywne zbliżenia, popisy kaskaderskie (wyrzucani z motocykli kierowcy), ślady kół na drogach, “rozwałki”, przypadkowe i niewinne ofiary (ci, kórzy przeżyli, wcale nie muszą być z tego powodu radośni). W każdym starym “Mad Maxie” musiały pojawić się też dwie sceny – płonącego auta oraz wpadnięcia pod koła/zmiażdżenie pod kołami ciężarówki. Na szczęście, wiele z tych elementów znajdziecie w “Fury Road”, choć często w zmienionej formie…

Moim zdaniem warto uświadomić sobie te elementy, które świadczą o “madmaxowości Mad Maxa”. To seria bardzo nierówna, która szybko rezygnuje ze swojego dramatycznego wymiaru na rzecz filmu kasowego. Na pewno dla niektórych z Was wymienione przeze mnie wady serii będą własnie jej zaletami. Inni być może zgodzą się ze mną. Jednak nie można odmówić “Mad Maxowi”, iż jest to klasyka gatunku, której nie można pominąć.

Ave!