S.Q.U.A.T. , czyli trochę mi głupio!

Czołgiem!

Z reguły nie publikuję recenzji negatywnych. Zawsze podchodzę krytycznie do tytułu, ale jeśli książka jest naprawdę kiepska, idę trochę na rękę wydawnictwom i nie publikuję dużych negatywów. Inaczej musiałabym napisać o tym, jak „Dzielnica obiecana” jest najgorszą książką, jaką przeczytałam w życiu, a „Łowca z lasu” goni bohaterów ww. „Dzielnicy…” w byciu najidiotyczniej skonstruowanymi postaciami w historii postapokaliptycznej literatury wydanej na rynku polskim.

S.Q.U.A.T. Konrada Kuśmiraka to książka, którą z całą pewnością czyta się szybko i przyjemnie – do czasu. W pewnym momencie musiałam sobie zaznaczać kolorowymi karteczkami potknięcia, jakich dopuścił się autor. Są to potknięcia głównie wynikające z konstrukcji bohaterów, braki logiki, „terminatorzenia” (czyli typowy dla polskiego postapo objaw buca, mylony z męskością/samotnym wilkiem/posłuchem u gawiedzi/charyzmą), wykorzystywania klisz, schematów czy po prostu słabizny narracyjnej. Jednak póki nie zwracacie uwagi na takie elementy książki (czyli na konstrukcję i sztukę prowadzenia narracji w ogóle), a interesuje Was tylko historia – póty czyta się świetnie.

Historia

Opowieść jest – moim zdaniem – zaskakująco świeża i ciekawa. Kamyk jest przybranym synem pary naukowców, którzy żyją w apokaliptycznej Polsce. Tzw. Rozbłysk, czyli promieniowanie gamma, zniszczyło przyrodę, sprawiając że życie na planecie stało się bardzo trudne. Kamyka poznajemy w momencie, kiedy jest już dorosłym mężczyzną ze swoim bagażem doświadczeń, a przyroda zaczyna wracać do życia. Za to Kuśmirak ma u mnie ogromny plus, ponieważ pokazuje, że mimo wszystko natura sobie poradzi – a nie, jak zazwyczaj niedoświadczeni czytelnicy domniemują – wszystko zginie razem z człowiekiem.

Miejsce zdarzeń to przede wszystkim granica polsko – białoruska, co jest kolejnym plusem powieści. Fani mają już dosyć niedookreślonej Zony czy dużych miast. Tak naprawdę, w mniejszych miasteczkach czy w dziwnych punktach na mapie mogą się rozgrywać świetne historie. Stare kompleksy fabryk, pola golfowe, puszcze, wyspy, wsie i powrót do „systemu karczmarcznego” – to też są dobre lokalizacje do osadzenia intryg postapokaliptycznych, urban fantasy, alternatywnej przyszłości etc.

Wady i zalety

Zacznijmy od zalet – to na pewno książka warta uwagi ze względu na lokalizację historii. W książce w końcu występują inne nacje niż Rosjanie (w każdej książce postapo musi być ktoś, kto w Moskwie był chociaż na wycieczce szkolnej). Myślę, że w polskiej literaturze za mało jest naszych sąsiadów – Białorusinów, Czechów, Słowaków… Uwzględnianie ich w swoich fabułach na pewno dodaje historii kolorytu i autentyczności.

Kolejnym plusem jest główna przygoda, czyli zlecenie na transport pociągu. To oczywiście klisza z westernów, jednak intryguje czytelnika od pierwszego „lokomotywa” na kartach książki. Żałuję, że Kamyk bardzo szybko przeszedł nad tym do porządku dziennego – od razu znalazł lokomotywę i ją uruchomił, nawet nie przystanął i nie zastanowił się, jak powodzenie misji zmieni jego życie i życie Jasnowłosej. Myślę, że można było spokojnie wydłużyć te fragmenty, jakkolwiek rozumiem, że autorowi spieszyło się do akcji.

Główną wadą książki są bohaterowie – a może nie tyle ich szkic, co sposób prezentowania ich przez autora. Dialogi są denne i mdłe, choć ktoś pewnie będzie bronił autora, że starał się pisać „gwarą mówioną”. Przykład poniżej – obcięłam dopiski autora w stylu „skinąłem głową” i „westchnąłem”:

– Jestem Anna

– W porządku

– A pan… To znaczy…

– Tak?

(do tego momentu było dobrze)

– Może byłoby zręczniej nam rozmawiać, gdybym znała twoje imię.

– Wątpię. Pojawiłem się w twoim życiu tylko na chwilę. Rano już mnie nie będziesz pamiętać. Nawet nie powinnaś mnie pamiętać. Tym bardziej ona.

(Rozdział 2, str. 67)

No na litość boską, kto mówi tak egzaltowanie w realnym życiu? Egzaltacja, chamstwo w dialogach na poziomie trzynastolatków (tak – buractwo, chamstwo – na pewno nie charyzma i męskość, głównie u negatywnych bohaterów), dziwne dążenie do konfrontacji i wystawianie bohaterów na niebezpieczeństwa (sytuacja ze strażnikami) to tylko niektóre elementy składające się na krótką tezę – autor musi popracować nad dialogami i autentycznością. Szczerze – musi. Bez tego może wyda kolejne 3 książki – ale albo wszystkie będą identyczne, albo wyda je w różnych wydawnictwach, bo poprzednie nie będą chciały tytułu. To są typowe błędy debiutanta. 

Za co mi głupio i co w tej książce jest beznadziejnie niemądre?

Jest mi trochę głupio. Staram się, żeby książki obejmowane przeze mnie patronatem niosły pewne wartości – zwłaszcza, że zależy mi na damskiej części fandomu. Chodzi o patronat mojego bloga nad S.Q.U.A.T.em, z którym serio nie wiem, co teraz poczynić. Promować? Nie promować?
Dostałam tekst do przeczytania przed decyzją o patronacie. Był tam jeden bardzo śliski fragment w rozdziale trzecim, ale kiedy zgodziłam się na patronat, fragment brzmiał w ten sposób:

Właśnie wtedy, w tych pełnych nienawiści, bólu i krwi czasach, Przepióreczka poznał swoją niespełnioną miłość. Kilka szajbniętych amazonek, które w rzeczywistości były dziwkami zarabiającymi w ten sposób na życie, postanowiło walczyć do końca o swoją wolność i niezależność. Ludzie Maksymiliana ostatecznie stłamsili wyrywne baby, większość od razu gwałcąc. Jedną upatrzył sobie Przepióreczka i wyniósł z płonących ruin.

Jest to wtrącenie budujące historię bohatera pobocznego. Ot, typowy fragment dla świeżego autora, który próbuje zdobyć serca młodszych i niepewnych swojej wartości czytelników. Ot, fragment o wojnie z burdelem – całkiem ciekawe pole do eksploatowania, np. w dodatkach (opowiadania dołączane do powieści, antologia wydana pobocznie przy okazji drugiej książki etc.). Niestety, wydawnictwo/redakcja/autor/Wielki Cthulu postanowiło zmienić ten fragment. Końcowo prezentuje się on tak:

Właśnie wtedy, w tych pełnych nienawiści, bólu i krwi czasach, Przepióreczka poznał swoją niespełnioną miłość. Kilka szajbniętych amazonek, bynajmniej niesympatycznych, postanowiło walczyć do końca o swoją wolność i niezależność, Ostatecznie zdusiliśmy babski zryw. Moi towarzysze od razu zgwałcili większość tych zdziczałych kobiet.

(Rozdział 3, s.111)

Jak widzicie, wszelkie wytłumaczenie konfliktu zniknęło, oprócz zwyczajowego „feminaziolom się należało”. Nie wiem, jak można gwałty w książce tłumaczyć „trudnymi apokaliptycznymi czasami”. Fabularne gwałty na kobietach, dla których wytłumaczeniem jest, że były „nieposłusznymi amazonkami” i nazywanie ich „zdziczałymi” dlatego, że same o sobie stanowiły (nawet, jeśli były bohaterem negatywnym) to element narracji głównego bohatera. Narracja jest prowadzona w trybie pierwszoosobowym, przez co od pierwszego rozdziału budujemy sobie wizerunek głównego bohatera. Niestety – jeżeli autor chce wydać więcej powieści o przygodach Kamyka, jego bohater powinien przede wszystkim dojrzeć.

Główny bohater jest dla mnie przez to zupełnie niestrawny, nie przywiązujący. Nie ma w nim nic, dla czego chciałoby się czytać tę książkę. Jego konstrukcja jest bliższa raczej rozchwianemu psychicznie mordercy z problemem własnej wartości (ten dziwacznie melancholijny typ, nie ten popkulturowo atrakcyjny typ). Nawet jego dziwny emocjonalny związek z Jasnowłosą nie pomaga – choć pisarze często wykorzystują wątki dookoła romantyczne, aby pokazać czytelnikom, że bohater może się podobać. Właśnie przez taką konstrukcję bohatera odrzuca od tej książki – nie tylko mnie, ale też czytelników szukających dobrej literatury przygodowej, szukających powiewu świeżości w opowiadaniu historii. Osoby zmęczone „kolejnym polskim metrem” i kalkami z Gołkowskiego nie będą zadowolone z tej książki właśnie ze względu na głównego bohatera – to jakby zamknąć cię w aucie z najbardziej nielubianym współpracownikiem, który w dodatku jest mocno gadatliwy. Musicie dojechać do celu, a Ty masz chęć wyskoczyć z auta i złapać autobus.

Krótko do fanów terminatorzenia

Dla tych, którzy wychodzą ze stwierdzenia, że pierwsze co mężczyźni będą robić po apokalipsie, to gwałty i morderstwa, przypomnę tylko historię z Powstania Warszawskiego i obozów koncentracyjnych: mimo tragicznych warunków, które na pewno były dla współcześnie żyjących ludzi apokaliptyczne, gwałty wśród ludności cywilnej (cywil vs cywil) były na znikomym poziomie. Funkcjonowała oczywiście osoba prostytutki i burdele. Jednak w przytłaczającej większości za seks płaciło się – zazwyczaj jedzeniem. Warto się zastanowić nad tym, czemu służą takie wątki w książkach.

Wydaje mi się, że Kuśmirak chciał pokazać w S.Q.U.A.T. obrzydliwość takich zachowań, ale przedobrzył. Czytelnik tej książki, po fragmencie z gwałtami i historią przynależenia Kamyka do pseudokibolskiej grupki, od razu traci wszelkie ciepłe uczucia do głównego bohatera. Stanowi to o pewnej umiejętności budowania emocji u czytelników, ale autor posunął się za daleko – nie wyczuł momentu krytycznego, przez co większość wyrobionych czytelników odrzuci Kamyka i „nie kupi” tej opowieści Pisarz powinien więc rozważyć gruntowną przebudową main’a lub skupienie się na innej postaci jako głównym bohaterze pozytywnym. Widzę ogromny potencjał w historii przybranego ojca Kamyka, który to własnie powinien być najsilniejszą postacią książki – człowiekiem, który przetrwał i nie stracił swojego człowieczeństwa.

Kiepskie książki, z których recenzji zrezygnowałam.

Powrócę na koniec do kwestii negatywnych recenzji. Tak, szłam wydawnictwom na rękę, nie publikując negatywów – choć moje recenzje zawsze były krytyczne. Kiedy opublikowałam krytyczną zajawkę „Szczurów Wrocławia”, spotkałam się z ogromnym hejtem (wraz z wyzwiskami i atakami ad personam) ze strony osób występujących w książce. Przestraszyło mnie to – tyle osób, broniących bardzo przeciętnego tytułu w sposób, który mi wydaje się być godny najgorszych trolli z sieci. Nie opublikowałam więc recenzji – a nie jest to recenzja pozytywna, ponieważ książka ma dużo niedoskonałości. Wy zdecydujcie, czy mam publikować recenzje tych książek. Zostawiam tę decyzję fanom.

Ave!

 

 



5 thoughts on “S.Q.U.A.T. , czyli trochę mi głupio!

  1. Z chęcią przeczytałabym dla odmiany negatywną recenzję Szczurów i nie tylko. Wysypałam trochę grosza na edycję kolekcjonerską i w sumie w dalszym ciągu jestem w trakcie czytania, niemniej są już fragmenty, które mi nie grają i coś jest z nimi nie tak. Fajnie by było wiedzieć, że ktoś ma podobne odczucia. A co do hejterów no to cóż… Fanatycy są wszędzie, a bronienie czegoś „bo się jest tam bohaterem” jest mega mega mega dziecinne… Pozdrawiam i liczę jednak na te negatywy 🙂

  2. „Kiedy opublikowałam krytyczną zajawkę „Szczurów Wrocławia”, spotkałam się z ogromnym hejtem (wraz z wyzwiskami i atakami ad personam) ze strony osób występujących w książce.”
    Publikuj takie recenzje jakie chcesz.
    To twoja strona, twoje odczucia, twoje pomysly itp.
    A jezeli sie komus nie podoba to niech s[ier@@@ na drzewo banany prostowac.

  3. A jakby tak jednak opublikować negatywne recenzje? Zawsze fajnie wiedzieć, dlaczego książki nie przeczytać, a zajawki Szczurów albo nie wyłapałem, albo nie pamiętam- ciekaw jestem tak naprawdę, co w tym jest złego.
    A żeby pisać hejty na recenzje, czyli wyrażenie własnej opinii, to trzeba mieć naprawdę trzepnięte pod kopułą :v

    1. Też mnie to mocno uderzyło – zwłaszcza, że staram się zawsze wyjaśnić, dlaczego coś mi się nie podoba, a nie po prostu „bo tak jest” :/
      W takim razie zastanowię się nad publikowaniem również negatywów.

Comments are closed.