Wyłącz mózg i idź do kina! Recenzja Ready Player One

Czołem!

Dziś polska premiera Ready Player One, najnowszej przygodówki sci fi Stevena Spielberga. Udało mi się zobaczyć film na pokazie przedpremierowym w poniedziałek wielkanocny, więc z czystym sumieniem mogę już podzielić się swoimi refleksjami.

RECENZJA BEZ SPOILERÓW!

 

Nie patrz na zwiastun!

Szczerze nie spodziewałam się, że pójdę na to do kina. Mimo że jestem fanką takich „hitów” jak Pacific Rim, a na Rampage czekam jak na szpilkach, trailer skutecznie mnie zniechęcił.
Zwiastun przygotowuje raczej na przeciętną opowieść young adult, niż dobrą rozrywkę, którą jest seans Ready Player One.

UWAGA! Przed obejrzeniem filmu NIE sprawdzajcie obsady – zdradzi Wam jeden z najciekawszych elementów intrygi.

 

Tik tak, tik tak

Jeżeli urodziłeś się na przełomie lat 80 i 90, produkcja porwie cię już od wprowadzenia, na które wybrano jeden z moich ulubionych kultowych utworów lat 80. Zarówno soundtrack (Bee Gees!), jak i muzyka skomponowana przez Alana Silvestri świetnie współgrają z tym, co dzieje się na ekranie.
To po prostu dobre widowisko!

RPO to jedna z niewielu grających na sentymentach produkcji, która potrafi wciągnąć. Może nie jest to Stranger Things, które oszałamiają głównie własną unikalną historią, ale na pewno nie będziecie zerkać na zegarek w trakcie seansu. Tutaj akcja goni akcję, a widz ciągle słyszy w tle tykanie zegara.

To zasługa questowej budowy filmu. Jest intro, są 3 główne questy i jest spotkanie z bossem. Obawiam się jednak, że gdyby nie to, film nie miałby nic do zaoferowania prócz popkulturowych odniesień.

Widać to wyraźnie, zwłaszcza gdy historia zmierza ku końcowi. Ostatnie 10 minut filmu jest dowodem na to, że główna opowieść jest po prostu… męcząca.

Nerd-thriller dla millenialsów?

Główny bohater, Wade, mieszka w mieście przyszłości, Columbus w stanie Ohio. Jego mieszkańcy są zajęci głównie przebywaniem w wirtualnym świecie Oasis. Na życie w sieci wydają większość swoich zarobków. Tam też zaciągają długi, które muszą odpracowywać niemal niewolniczą pracą.

Wątek społeczny tej opowieści jest bardzo infantylny. Głównym antagonistą jest… oczywiście, odhumanizowana korporacja, która chce przejąć magiczny świat i wycisnąć z niego ostatnia monetę. Nasi bohaterowie biorą udział w wyścigu, zaprojektowanym przez zmarłego twórcę Oasis, którego nie da się inaczej opisać, niż dobroduszny wizjoner z olbrzymim lękiem społecznym.

I to właśnie w wątku społecznym objawia się stateczny wiek Spielberga. Tak jak wspomniał Ichabod w swojej recenzji, RPO to wizja życia wirtualną rzeczywistością w obiektywie starszego pana. Ciężko było mi uwierzyć w to, że tyle osób odrzucało życie w realu dla świata, który wcale nie wyglądał tak atrakcyjnie i nie oferował tak dużo, jak rzeczywistość.

Niestety, panie Stevenie, RPO nie będzie thrillerem odpowiadającym na potrzeby mojego pokolenia. Chyba, że wszyscy millenialsi zatrzymali się w rozwoju emocjonalnym na poziomie dziesięciolatka.

Wady i zalety

Film jest laurką, którą Spielberg wystawił samemu sobie (zagrania w trakcie wyścigu) i swoim sentymentom (większość pokazywanych w filmie tytułów).

Uniwersum ma swoje dziury logiczne i nierzadko jest psychologicznie mało prawdopodobne. Mogło się to skończyć klapą – historia jest zbyt dziecinna dla obecnych trzydziestolatków (vide ja), natomiast nawiązania do klasycznych tytułów popkulturowych będą niezrozumiałe dla nastolatków.

Na szczęście RPO ogląda się po prostu dobrze, zwłaszcza dzięki… bohaterom drugoplanowym, takim jak Daito, Sho czy Aech. Również techniczna strona filmu nie zawodzi, zwłaszcza że większość akcji rozgrywa się w wirtualnym świecie Oasis.

Film technicznie jest bardzo dobrze zrealizowany, ale… Wadą, która irytowała mnie najbardziej, to wygląd avatarów głównych bohaterów. Rozumiem, nawiązania do Final Fantasy etc., ale ich twarze były po prostu… brzydkie. Martwe. Z wielkimi, pustymi rybimi oczami. Nie wiem, jak wy, ale ja krzywiłam się, gdy tylko pojawiał się avatar głównej bohaterki.

Koniec końców, nie czytałam książki, będącej pierwowzorem filmu. Być może ona rozwiałaby niektóre z moich dylematów.

Podsumowanie

Wątpię, żeby ten film stał się kultowym. Do tego potrzeba czegoś więcej niż umiejętnej gry na sentymentach. Mimo to jest to świetna rozrywka, zwłaszcza gdy potrzebujesz podnieść się na duchu. Tylko nie spodziewajcie się kolejnego Blade Runnera!

Mimo wszystko, RPO mi się podobał. Byłam akurat w takim momencie, w którym potrzebowałam czegoś lekkiego, co oderwie mnie od rzeczywistości. I RPO się to udało. Chętnie obejrzałabym go jeszcze raz – ale może już na DVD.

Czy Ready Player One to film wybitny? Nie. Ale czy jest świetną rozrywką? Zdecydowanie. Dlatego wyłącz mózg i idź do kina!

Ave!