Zombie terror. Recenzja

Czołgiem!

Ciężko jest trafić na dobrą planszówkę dla dwóch osób. Trochę zawiedziona „Bitwą o Tortugę” ostrożnie podeszłam do „Zombie terror”, które również wykorzystuje mechanikę szachów/warcabów. „Bitwa…” była rozgrywką na maksymalnie 10 minut.
Czy z „Zombie terror” będzie tak samo?

Najprostszy opis rozgrywki: dwóch graczy wybiera jedną z dostępnych ról, ludzi lub zombie. Po planszy porusza się pionkami ludzi/zombie, przy czym wszystkie mają różne możliwości poruszania się. Ludzie mają za zadanie uciec na drugi koniec planszy/do samochodu ucieczkowego. Zombie mają im to uniemożliwić.

W pudełku znajdujemy sporo kart specjalnych, dodatkowych pionków i możliwość tworzenia własnych scenariuszy poprzez wydrukowanie pustej planszy (bez rozstawionych przeszkód etc.). Pamiętacie warcabową zasadę „ale nie bijemy do tyłu”? W tej grze również możemy tworzyć własne zasady – oczywiście, jeśli znudzimy się proponowanymi przez wydawcę scenariuszami.

W moim przypadku sprawdziło się to, co mówili o grze inni recenzenci. Na początku wydało mi się, że niemal niemożliwe jest wygranie gry ludźmi. „Zombie terror” wydała się być kiepsko zbalansowana – nieumarli mają zbyt potężne możliwości ruchu. Zwłaszcza, że nie jest możliwe uniknięcie walki. I tu leży pies pogrzebany. Jeżeli nie odrzucimy gry w kąt po pierwszej rozgrywce i wkręcimy się w taktykę, „Zombie terror” staje się świetną propozycją dla dwóch graczy. Jednak łatwo jest się zrazić już przy pierwszej rozgrywce – grając ludźmi, będziemy sfrustrowani ciągłymi przegranymi. Grając zombie, irytować nas będzie łatwość zmiażdżenia przeciwnika. Można to rozwiązać tylko poprzez cierpliwe rozegranie kilku godzin.

Tematyka i opracowanie graficzne są dla mnie na plus. Jeżeli lubicie estetykę zombie i przydałaby Wam się gra na pół godziny, którą możecie rozruszać się przed jakąś epicką rozgrywką, to „Zombie terror” będzie dobrym wyborem. Być może, kiedy przegracie już kilka – kilkanaście godzin, możliwości strategiczne wciągną Was tak bardzo, że polubicie ją na równi z klasykami. Ja na razie jestem na etapie „docierania się” z historią uciekinierów z supermarketu. Mam nadzieję, że już niedługo będę czerpać z tej gry jeszcze więcej funu.

Ave!

 

Tekst powstał dla serwisu Post – Apokalipsa Polska.