Tobie Ojczyzno!

Czołem!
Jak wiecie, byłam na pikniku “Tobie Ojczyzno” w Warszawie. Piknik odbył się w weekend 13 i 14 września, czyli niemalże miesiąc temu. Niestety, ponieważ używam tej nieco nieszczęsnej platformy, miałam problem z dodaniem plików z linków publicznych. Pomoc adminów była na tyle frustrująca, że straciłam ochotę na blogowanie i wrzucanie notek. Te dni bez publiakcji artykułów i wywiadów dały mi czas na przemyślenie kilku spraw związanych z blogiem – z Wami kontaktowałam się głównie przez intensywne posty na FB (a ostatnio i na Twitterze). W końcu zebrałam się w sobie i stwierdziłam, że jednak wrócę do publikowania, poczynając od zaległej relacji z “Tobie Ojczyzno”.

Piknik był typowym festynem dla rodzin z dziećmi. Dzieciaki mogły posterować “wojskowymi robotami”, oblepić chmarą opancerzone auta czy naciągnąć rodziców na plastykowy karabin. Jako starsza już Warszawianka przyszłam głównie ze względu na pokaz działań Formozy i Biura Ochrony Rządu. Nie zawiodłam się – mimo paru potknięć BORu podczas inscenizacji, warto było zwlec się z gorączką na piknik.

 

Większość wystawionego sprzętu można było dotknąć, potrzymać. Wojskowi byli raczej zmieszani i ostrożni. W sumie, pełne obawy drgnięcie powieki co drugiego żołnierza było zabawne, gdy typowi Warszawiacy próbowali zrobić sobie fotki z karabinem czy spluwą. My – Nerd, techniczny i redaktor Midgard z Post – Apokalipsa Polska również daliśmy się uwieść możliwości strzelenia profilowego z prawdziwym metalem w dłoniach.

Chłopcy z Formozy byli przemili. Trudno było mnie odciągnać od ich namiotu, spędziliśmy tam przynajmniej dobre pół godziny. GROMowiec z namiotu po sąsiedzku był chyba trochę zazdronsy, zwłaszcza że redakcja w większości wystroiła się w koszulki “fanowskie” jednostek morskich. Mimo tego, że członek GROMu nie miał oporów w aktywnym odciąganiu nas od Formozy i ciekawym prezentowaniu zawartości swojego namiotu, to jednak moja kolejna koszulka z Camoshop.pl będzie wciąż w klimatach morskich 😉 Od razu odsyłam Was do nowych świetnych wzorów, inspirowanych Romanowskim. Oprócz Formozy i GROM zauważyłam obecność przyjemniaczków z JWK Lubliniec. Komandosi roztaczali wokół siebie atmosferę profesjonalnej olewki i typowego luzu profesjonalisty otoczonego plebsem. I dobrze! 

Przypominam, że w trakcie pikniku miały miejsce ćwiczenia “Anakonda”. Zdaję sobie sprawę, że pokrywające się terminy mogły nie być przypadkiem. Dobrze wiedzieć, że jest komu bronić Polski. Zwłaszcza, że niestety przyszło nam żyć w dość ciekawych czasach. Mimo to stan polskiej armii nie jest najlepszy, brakuje sprzętu i pieniędzy. Pieniądze, jakie zarabiają wojskowi, są niewspółmierne do ich wysiłku i poświęcenia. Mimo to żołnierze kochają swoją służbę i widać to nawet w małych gestach.  Zarówno podczas typowego miejskiego pikniku, jak i rozmiawiając ze znajomymi “mundurowymi” na codzień.
Warto się nad tym zastanowić, zanim znowu nazwie się żołnierza “najemnikiem”.
Ave!