Poród słonia. Recenzja Pinokia z antologii Echo zgasłego świata

Czołem!

Wpis z informacją o trollerskim opowiadaniu w antologii sygnowanej uniwersum Metro 2033 zdobył sporą popularność. Informacja, jaką autor opowiadania uraczył fandom, powaliła nie tylko mnie. Do tej pory wydawnictwo nie zareagowało na swoim FB ani stronie – autor opowiadania, Maciej „Sarajas” Głowacki również nie podzielił się żadną informacją, jakoby Insignis kontaktowało się z nim w tej sprawie. Czy w takim razie to dziwaczna akcja marketingowa?

Doczekaliśmy się jednak odpowiedzi adminki oficjalnego polskiego forum, która została nawet wyróżniona w stopce książki jako „koordynator projektu”. Adminka nie została podpisana w zbiorze imieniem i nazwiskiem, jedynie nickiem, co wg mnie jest nieco dziwne.

Jak widzicie, adminka (kobieta, w innych postach używa rodzaju żeńskiego) broni decyzji wydawnictwa, twierdząc że wybrane opowiadanie było zabawne i to przesądziło o jego druku. Ok. Opowiadanie zostało tez uznane za zgodne z uniwersum, o czym świadczy chociażby fakt, że zostało wyróżnione w konkursie (macie o tym informację przy tytule opowiadania, w książce papierowej i w ebooku). Sama antologia zaś ma w stopce podtytuł „Wybór najlepszych opowiadań polskich fanów”. Z tym wyborem nie zgadzają się niektórzy forumowicze, żałując że do antologii dostał się „troll” (i to z wyróżnieniem!), podczas gdy przepadło kilka dobrych tekstów.

Postanowiłam przyjrzeć się najpierw rzekomemu opowiadaniu, a potem reszcie tekstów z tego zbioru. Czy faktycznie „Pinokio” to absurdalnie zabawne opowiadanie, które miało pokazać uniwersum z innego punktu widzenia?

Zabawne?
Fabułę „Pinokia” osadzono w Warszawie. Warszawskie metro, Pałac Kultury i Nauki oraz okolice centrum to miejsce wydarzeń, o których pisze Głowacki. W opowiadaniu zarysowane są dwa główne wątki – jeden to życie profesora Wileńskiego i jego (chyba) syna, Pinokia. Drugi to wyprawa ekipy Kryształowego Pałacu pod dowództwem kapitana Świdrzyńskiego. Zespół Kryształowego Pałacu, złożony z dość kolorowej menażerii, ma za zadanie zdobycie trotylu, którego strzeże profesor. Historia jest więc typowo „stalkerska”, na pierwszy rzut oka jedna z wielu historii rozgrywających się w postapokaliptycznych wnętrznościach metra.

Czy tekst jest zabawny? Osobiście niewiele razy śmiałam się przy tym opowiadaniu. Jeżeli tak jak ja lubicie Monty Pythona, zaczytujecie się w komiksach typu „Zdarzenie 1908” Świdzińskiego, a „Movie 43” widzieliście pięć razy, to „Pinokio” nie spełni Waszych oczekiwań. To inny poziom absurdu. Jedyne uniwersalnie zabawne elementy w książce to niektóre wypowiedzi bohaterów, jak „habemus trotyl”. Są to jednak zbyt rzadkie przypadki, aby przesądziły o humorystycznym zabarwieniu opowiadania. Język, jakim posługuje się narrator, w moim odczuciu również nie ma zabarwień humorystycznych. Powiedziałabym raczej, że jest poważny.

Metro 2033 vs Kompleks 7215
Przede wszystkim muszę przyznać, że redaktor i osoby wybierające tekst nie zwróciły kompletnie uwagi na fakt, że w opowiadaniu znajdują się elementy odpowiadające… uniwersum Kompleks 7215 z Fabryki Słów.
W „Pinokiu” pojawiają się „ugrupowania” o nazwach Kryształowy Pałac czy Święty Krzyż, które są bardzo ważnymi elementami uniwersum Kompleks7215.  Autor opowiadania skopiował więc nazwy stacji/ugrupowań metra z innej książki. Czy redakcja tego nie zauważyła?

Fani Postapokalipsa w Polsce narzekają na podobieństwa między obydwoma światami wykreowanymi. Takie sytuacje naprawdę nie pomogą fandomowi w Polsce.

Język
Język opowiadania jest niezwykle nużący. Akapit o Pinokiu i jego polaroidzie/kamerze obscura niemal mnie uśpił. W opowiadaniu, które jest przecież z założenia krótką formą, pełno jest niepotrzebnych dłużyzn. Często ta „inteligencka” narracja wręcz zmierza do bełkotu, jak np. tutaj: „Wszystkie te terminy były dla chłopca jedynie wyuczonymi frazesami, nawet takie zabawne definicje jak dobroć zegara, która mimo przyjemnej nazwy była jedynie kolejnym niezbędnym obliczeniem przy zużyciu energii.” Fajnie, że narrator chce zmusić czytelnika do myślenia, jednak pozostawianie zbyt wielu pytań bez odpowiedzi prowadzi do pseudointeligenckiego szumu, a nie do klasycznej narracji.

Ostatecznie, opowiadanie jest totalnie nieprzyswajalne. Tekst czyta się bardzo ciężko, bohaterowie są odrzucający. Nie ma ani jednego elementu, dla którego chce się śledzić historię z „Pinokia”. Dosłownie mówiąc, tego nie da się czytać.

Poród słonia
W opowiadaniu opisywana jest scena rodzącego się słonia. Nie dość, ze historia sama w sobie jest absurdalna (tytułowy Pinokio porusza się po zgliszczach Warszawy niczym mały Tarzan), to jeszcze słonica wydala z siebie nie łożysko, a… łono. Nie wiem, czy Was to nie irytuje, ale dla mnie łono to zewnętrzna część brzucha, nie  wewnętrzna. Może i używano tego określenia w literaturze co do „miejsca rośnięcia płodu”, ale obecnie jest to archaizm, niemalże błąd. Nie uważam tego określenia za trafne i szczerze przyznam, że to był chyba jedyny moment w trakcie czytania, kiedy prychnęłam ze śmiechu.

Podrzucam Wam kilka moich ulubionych cytatów, w których pojawiają się podobne nieścisłości językowe czy skojarzenia.

Staruszek spojrzał czule na swoją pociechę, a następnie nakrył chłopca dokładniej płaszczem i dotknął ustnikiem półmaski jego czoła.

Lennon wyciągnął z kieszeni brudną ściereczkę z mikrofibry i przetarł nią czule awers medalioniku.

Tu chyba chodziło o medalik? Ów medalik to ważny dla autora przedmiot – pojawia się w opowiadaniu jeszcze kilkakrotnie. Mój ulubiony cytat:

Stańczyk zaśmiał się pod publikę i zaczął klaskać towarzyszowi. Nagle przestał i splunął w bok.
– Powinien dorosnąć, dla dobra nas wszystkich! Niech sobie przygarnie jakąś zgrabną lalę z bachorem, przecież pełno takich.
Lennon resztę dnia spędził, polerując swój wisiorek.

Polerował, oj polerował…

Podsumowując
Mimo wszystko widać, że autor potrafi posługiwać się słowem i ma na tym polu już jakieś doświadczenia, może i talent. Dlatego stwierdzam – niestety czuć trolla. A Wy jak myślicie? Czy publikowanie takich opowiadań drukiem jest wg Was ok względem fanów tego czy innego uniwersum? Czy to zajmowanie przestrzeni, którą z powodzeniem mogło wypełnić wartościowe opowiadanie, czy zabawna historia?

Ave!

 

*P.S. Cały wątek dyskusji o zbiorku i opowiadaniu „Pinokio” możecie śledzić pod linkiem: http://metro2033.pl/phpbb/viewtopic.php?f=30&t=19439&sid=7f6b2f26581e4516d04015a05c214c1f&start=750 Jednak uważajcie, ponieważ posty zaczynają być kasowane, w tym posty autora trollerskiego opowiadania.

1 thought on “Poród słonia. Recenzja Pinokia z antologii Echo zgasłego świata”

  1. “Wyróżnione” są wszystkie opowiadania w zbiorze – poza trzema z podium oraz tekstem Pawła Majki, czyli człowieka z zewnątrz. Tak więc Pinokio nie został wywyższony tutaj ponad innych laureatów.

    Ale przy “dobroci zegara” i słonicy autor rzeczywiście odleciał 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *