Piątek z Wampirem vol.2

[singlepic id=306 w=320 h=240 float=left]Czołem!

Dzisiaj w cyklu opowiadań Wampira, czyli Piątku z Wampirem, kolejne opowiadanie. Póki co, stosujemy z Wampirem częstotliwość dwutygodniową, ale w miarę z Waszą aktywnością w komentarzach będziemy zwiększać tempo, starając się wypracować stały co – piątkowy tryb pracy.

Komentujcie jak szaleni – Wasze uwagi na pewno w jakiś sposób pokierują Wampira w kontekście warsztatu i inspiracji. Najaktywniejsi komentatorzy, którzy będą służyć realną radą, mogą liczyć na naszą szczerą wdzięczność oraz być może małą niespodziankę…

 

 

“Rytuał”

Po lekcjach, jak zwykle wróciłem do domu. Rzuciłem plecak w swoim pokoju, zjadłem szybko obiad i usiadłem do komputera. Przejrzałem parę rzeczy po czym wszedłem na forum o wdzięcznej nazwie „Wampirze podziemie”. Zalogowałem się, przeczytałem nowe posty. Nagle wyskoczyło okienko prywatnej konwersacji. Przeczytałem wiadomość…

Ktoś był zainteresowany opowiadaniami, które pisałem i proponował mi wydaniem moich wypocin. Może nie jako samodzielną książkę, bo tyle tego nie było, ale dodatek do czyjejś powieści. Aż odchyliłem się na krześle do tyłu ze zdziwienia. Wszedłem w jego profil żeby się czegoś dowiedzieć. Znalazłem jego imię, nazwisko i zdjęcie. Wyglądał w sumie normalnie. Krótkie brązowe włosy i bystre zielone oczy., Był jednym ze starszych użytkowników na forum. Poszperałem chwilę w Internecie – facet naprawdę był pracownikiem agencji wydawniczej, co ciekawe na dość wysokim stanowisku. Podniecony wiadomością, odpisałem z pytaniem, o które dokładnie opowiadania chodzi.

„Wszystkie”- padła lakoniczna odpowiedź. Te opowiadania zacząłem pisać dopiero niedawno, ale nie było to moje pierwsze hobby związane z wampiryzmem. Zacząłem interesować się tym około pierwszej klasy liceum. Przez półtora roku przeczytałem kilka książek w tym parę naukowych. Opowiadania zacząłem pisać pół roku temu. Do tego czasu zdążyłem ich napisać około szesnastu.

Nie były może specjalnie długie – koło dwóch albo trzech stron każde. Ale miały zwięzłą fabułę, a nawet niektóre łączyły się ze sobą. Musiałem dużo szlifować warsztat. A teraz napisał do mnie wysoko postawiony członek jednej z liczących się na rynku agencji wydawniczych i mówi, że chce wydać moje opowiadania! Nie uwierzyłem mu w pierwszym momencie.

Następnego dnia przyszła kolejna wiadomość.
„Jeżeli jesteś tym zainteresowany, odpisz mi jak najszybciej. Mamy akurat w wydawnictwie pomysł na dodanie krótkiego zbioru opowiadań do pełnowymiarowej powieści, a Twoje osobiście bardzo mi się podobają.” Dalej była propozycja spotkania w celu omówienia szczegółów. Zgodziłem się na spotkanie. Byłem dość nieufny, więc wybrałem kawiarenkę w centrum.

Po szkole poszedłem do kawiarenki, w której czekałem na wydawcę. Miałem jeszcze godzinę do spotkania, więc zamówiłem kawę, włączyłem cicho celtycką muzykę i zagłębiłem się w lekturze przyniesionej ze sobą książki. Nie zauważyłem nawet, kiedy nadszedł czas do spotkania, mimo trudności ze skupieniem się na fabule lektury.
– Można się przysiąść? – usłyszałem nagle głos dochodzący zza książki. Zerwałem się natychmiast na nogi.
– Tak, to ze mną Pan rozmawiał. Proszę wybaczyć, lekko się zaczytałem – uścisnąłem jego wyciągniętą do mnie dłoń. Wyglądał dokładnie tak jak na zdjęciach, które znalazłem na forum i w Internecie. – Bardzo przepraszam, ale czy mógłby mi pan pokazać jakiś dowód? Chciałbym mieć pewność, że to naprawdę Pan. – Powiedziałem niepewnie. Nie obraził się, za to uśmiech wykwitł na jego twarzy. Bez oporów dał mi do obejrzenia swój dowód osobisty. Wszystko się zgadzało.
– Dziękuję. Więc tak jak się umawialiśmy, tutaj są moje tekstu. – położyłem na stoliku teczkę i popchnąłem w jego stronę. Wziął ją do ręki i przejrzał zawartość. Zadowolony uśmiechnął się i schował teczkę do nesesera, który wcześniej postawił przy nodze stolika.
– Mogę zadać ci jeszcze kilka pytań? – rzucił, gdy zbierałem wyjścia schował teczkę z opowiadaniami. Skinąłem głową i poprawiłem się na krześle. Prawie nie mogłem usiedzieć na miejscu, emocje mną tak targały. Pytania w stylu „Od kiedy zajmujesz się pisaniem? Co pchnęło Cię do tego zachęciło?” nie były dziwne i odpowiadałem na nie szczerze i normalnie. Nie wiedziałem, czy każdy ma za sobą taka rozmowę, ale wydało mi się to naturalne. Ostatnie jego pytanie dosłownie odebrało mi mowę.
– Chciałbyś być wampirem?- zapytał. – Prawdziwym wampirem?
Roześmiałem się, uznając to za żart. On też się uśmiechnął i rozmowa dobiegła końca Pożegnaliśmy się i rozeszliśmy każdy do swoich spraw.

Po paru tygodniach, kiedy cała sprawa trochę przycichła w mojej głowie, odezwał się znowu. Chciał się pilnie spotkać, żeby omówić sprawy związane z wydaniem.  Mało nie rozwaliłem sobie głowy o regał, skacząc z radości. Nie mogłem wprost uwierzyć, że jednak się udało. Poinformowałem rodziców gdzie i z kim wychodzę. Uznałem to za wystarczające zabezpieczenie. Facet czekał na miejscu, zgodnie z umową. Wyłożył mi założenia, powiedział, że w ciągu dwóch tygodni dostanę wersje korektorskie by zaakceptować zmiany. Ostatnią rzeczą,  którą zapamiętałem tego dnia, był pisk opon gdy przechodziłem przez pasy…

W Warszawie, w pobliżu skrzyżowania ulic Łódzkiej i Wrocławskiej doszło do wypadku karetki pogotowia.
Wypadek miał miejsce około godziny 18:30. Jak wstępnie ustaliła policja, karetka wiozła potrąconego młodego mężczyznę. Po wjechaniu we Wrocławską, karetka na sygnale wpadła przednim kołem w otwartą studzienkę kanalizacyjną. Spowodowało to jej gwałtowne zatrzymanie oraz wyrzuciło ją na przeciwległy pas. Jadący z przeciwka kierowca ciężarówki nie zdołał wyhamować i uderzył w tył karetki. Zginęły trzy osoby. Dwie z załogi karetki i potrącony mężczyzna.

Pogrzeb. Młody chłopak i załoga karetki. Spoczywają na tym samym cmentarzu…

Kurier Mazowiecki, nr 34/2014 15 lipca 2014

 

Ocknąłem się. Nie był to szpital, raczej jakaś piwnica. Zamiast piszczącym sprzętem medycznym, byłem otoczony ciemnością. Leżałem na zimnej ziemi, zamiast na łóżku, a nogi i ręce miałem gdzieś przywiązane. Szarpnąłem się potężnie, ale nie puściło.
-Wypuście mnie! Co tu się dzieje do cholery?!- Zawyłem wściekle, ale nikt nie odpowiedział. Znowu się szarpnąłem, ale więzy tylko mocniej zacisnęły się na moich nadgarstkach. Jak to się stało? Przecież zostałem potrącony!
Nagle ktoś wszedł do pomieszczenia, w którym się znajdowałem. Serce podeszło mi do gardła, kiedy wepchnął mi w usta knebel. Szarpnąłem się znowu, poczułem coś ciepłego na prawym nadgarstku. Chyba weszły następne dwie postacie – chyba, bo w tych ciemnościach mogłem polegać jedynie na słuchu. Rozcięto mi koszulkę. Ktoś przytrzymał mi głowę, inny noga przytrzymał biodra. Trzecia ręka nacięła mi skórę na klatce piersiowej. Potem znowu i znowu, tworzyła jakiś wzór, aż o mało nie straciłem przytomności z bólu.
Po bardzo długim czasie, kiedy mdlałem i nie byłem w stanie już nawet się ruszać, rozcięli więzy i podnieśli mnie. Zmusili, żebym klęknął. Ból był nie do zniesienia. Poczułem piersiowej ciepła krew zaczęła spływać mi po klatce piersiowej. Nie było jej dużo, ale wyraźnie czułem ciepło. Ktoś złapał mnie za włosy i odchylił głowę do tyłu. Poczułem nóż na gardle. Potem fontannę krwi. Mojej krwi. Z mojej tętnicy.
Jak otępiały uniosłem ręce, żeby spróbować zatrzymać krwotok, który wypijał ze mnie życie, ale jedna z osób zatrzymała moje dłonie. Kiedy już wiedziałem, że to koniec pchnęli mnie na podłogę. Upadłem na plecy. Polali czymś ciepłym, trochę dostało mi się do ust. To była krew. Znienacka poczułem ciepło. Powoli się rozgrzewałem, ale już w parę sekund przestało być przyjemnie. Zacząłem się jakby piec od środka. Wyplułem jakimś cudem knebel i zawyłem. Zwinąłem się w kłębek, potem rozprostowałem. Napięły się wszystkie mięśnie, aż końcu usłyszałem trzask stawów. Zacisnąłem ręce na ramionach dodatkowo się kalecząc własnymi paznokciami.

Po wielu sekundach katuszy wreszcie nadeszła ulga. Byłem całkowicie suchy,  nic mnie nie bolało. Spróbowałem wstać zaciskając zęby i nagły ból dolnych dziąseł poraził mój umysł. Sięgnąłem ręką i dotknąłem swoich zębów. Moje górne kły były nienaturalnie długie i ostre. Zlizałem krew z warg. Nie smakowała tak samo jak parę tygodni wcześniej, kiedy podczas zabawy nożem rozwaliłem sobie palec. Była nijaka. Nie miała właściwie żadnego smaku. Podniosłem wzrok. O dziwo widziałem całe pomieszczenie, chociaż nie wiem kiedy zdołałem się przyzwyczaić. Popatrzyłem na trzy postacie stojące przede mną. Jedną z nich był mężczyzna, który chciał wydać moje opowiadania.
-Jak? Dlaczego? Gdzie ja jestem? – Byłem totalnie skołowany, ale starałem się myśleć najbardziej racjonalnie jak umiałem.
-Później. – Powiedział cicho, po czym spytał tylko -. Czujesz głód?
„Jeżeli szybko go samodzielnie nie zaspokoisz, umrzesz. Nie chcesz chyba przechodzić przez śmierć po raz drugi, prawda?” – rozległ się cichy, nieznajomy głos w mojej głowie. Mężczyzna wskazał mi drzwi. Wyszedłem, nie wiedząc właściwie co i dlaczego robię. Popatrzyłem w niebo. Było lekko zachmurzone, ale zza obłoków wyłonił się właśnie biały sierp słońca…

[singlepic id=302 w=320 h=240 float=left]Kilka słów od Autora: Rocznik ’96, mieszkam na Mazowszu. Interesuję się wampiryzmem oraz post-apokalipsą. Pisanie to stosunkowo nowe zainteresowanie, ale mam nadzieję kontynuować. Drogi Czytelniku/Czytelniczko, bardzo proszę o pozostawienie pod moim opowiadaniem krótkiej notki. Czy się podobało czy nie, ewentualnie – co mogę poprawić. Bardzo proszę o konstruktywna krytykę i życzę miłej lektury.

Zdjęcie: Wąpierz
Obróbka zdjęcia: Ashkir